24.04.2019

może morze?

Moja koleżanka powiedziała ostatnio: "organicznie potrzebuję bliskości morza, przynajmniej raz na jakiś czas". I mam to samo. Dlatego od kilku lat wyjeżdżamy nad Bałtyk na święta. Wspaniały to czas, kiedy plaże są puste o każdej porze dnia i nocy, w związku z tym nie uświadczysz na nich ani ćwierć parawanu,  na deptakach nadmorskich kurortów dudni wiatr a nie muzyka disco polo, a wszystkie kebaby i inne frytki na patyku są zamknięte na cztery spusty. To co się zmienia to zalesienie - spadające na rzecz ośrodków wypoczynkowych, budynki wyrastają na miejscu wyciętych drzew, coraz bliżej wydm. Stare dw i ow czym prędzej zmieniają nazwy na bardziej światowe, o czym informują kierunkowskazy: "Navigator dawniej Rzemieślnik", "Sun resort and spa dawniejszy Hutnik". 
Kręci się, dzieje się. W zwykły dzień coraz trudniej usłyszeć mewę,bo młoty pneumatyczne niestrudzenie prują wszystko, co na ich drodze stanie. 
Ale wychodzisz na plażę i jest tak jak powinno być. Jesteś malutkim człowieczkiem wobec bezmiaru wód, bezbronnym, bezsilnym, skazanym na nieuchronność. Wszystko jest raczej nieważne i nadchodzi spokój.











































11.02.2019

Energia

  Mam czasem zakusy, by zimą wyjechać w ciepłe kraje. Wygrzać kości, nie martwić się o wysokie ISO, usunąć  łapiące za gardło depresyjne macki. I co wynika z tych marzeń? Nic. Jak zwykle lądujemy w centrum królestwa śniegu i mrozu, załadowani po dach nartami i deskami. Staję, patrzę na góry i godzę się z tą piękną sytuacją :)